Dziecko z autyzmem atypowym w szkole publicznej

Jak co roku w wakacje wielu rodziców dzieci z dysfunkcjami staje przed trudnym wyborem dotyczącym przyszłości swoich pociech. Zastanawiają się czy szkoła specjalna to najlepsze wyjście, a może publiczna, ta która jest zaledwie kilka ulic od domu?

Gdy rozpoczynałam pracę jako nauczyciel edukacji wczesnoszkolnej w jednej z podkarpackich szkół podstawowych na pierwszym zebraniu ostrzeżono mnie, że w mojej klasie będzie dziecko z problemami. Jako świeżo upieczona, pełna zapału absolwentka uniwersytetu byłam niezmiernie ciekawa co to za dziecko i jakie ma problemy. Dowiedziałam się, że chłopiec ma 8 lat i na lekcjach chowa się pod ławki lub ucieka ze szkoły. Zaczęłam obawiać się, że sobie nie poradzę.  A co jeśli nie będzie mnie słuchał? Rodzice oczekują od nauczycieli profesjonalizmu, zrozumienia i zaangażowania. Tego akurat miałam pod dostatkiem. Chłopiec okazał się przemiłą osobą. Wysoki, szczupły z ciemną czupryną. Bardzo inteligentny. Nie posiadał żadnego orzeczenia z poradni psychologiczno pedagogicznej. Każdego dnia obserwowałam go bardzo uważnie. Zawsze gdy dzwonił dzwonek zatykał dłońmi uszy. Tak samo gdy ktoś krzyczał. Nie znosił mocnych zapachów. Wielokrotnie
w trakcie lekcji wychodził umyć ręce. Pozwalałam mu. Pozostali uczniowie instynktownie czuli, że chłopiec jest inny. Bywało, że starsi koledzy dokuczali mu. W takich sytuacjach grono pedagogiczne nie zamykało oczu tylko wyjaśniało zdarzenie.
Kłopoty z jego zachowaniem spowodowane były typowym u dzieci autystycznych brakiem zrozumienia zasad panujących w społeczeństwie. Zarówno dzieci z klasyczną, jak i z atypową postacią nie są w stanie przestrzegać wyznaczonych, dla nas oczywistych reguł. Z tego też powodu mój uczeń opuszczał klasę gdy zajęcia się mu nie podobały. Każdego dnia do późnych godzin wieczornych obmyślałam scenariusze interesujących go lekcji (często wykorzystywałam pracę z mapą i na konkretach). Bardzo chciałam zaangażować go w życie klasy i szkoły. Wszystkie dzieci brały udział w przedstawieniach, teatrzykach i wycieczkach. Uczeń w szkole miał jasno określone zasady postępowania, ale w domu już nie. Gdy pojawiała się mama wiedział, że może szaleć do woli. Trudno było nad nim zapanować.
W poprzednich latach nauczycielka zawsze „zapraszała” któregoś z jego rodziców na wszystkie wyjazdy i wyjścia poza szkołę. Uznałam to za zbyteczne. Przecież dzieci muszą być samodzielne. Okazało się, że był bardzo grzeczny.
W kinie siedział cichutko, chętnie zgłaszał się na ochotnika do zadań ponadprogramowych, recytował wierszyki. Zachowanie chłopca nauczycielom mogło sprawiać trudności ponieważ urodził się z autyzmem atypowym. Komunikował się za pomocą mowy, ale też krzyku
i wycia. Żył w swoim świecie jednocześnie bardzo starając się dopasować do otaczającej go rzeczywistości. W pracy z dziećmi autystycznymi najważniejsze jest zrozumienie dla zaburzenia, cierpliwość i miłość do dzieci. No i oczywiście fachowa wiedza.  Nie widziałam chłopca od dwóch lat, ale codziennie zastanawiam się jak potoczy się jego przyszłość. Wielu rodziców z chęcią ujrzałoby go w szkole specjalnej. Ale dlaczego? Czy dlatego, że jest inny? Owszem kopnął mnie kilka razy, ugryzł i uciekł z lekcji ale to tylko chłopiec, który momentami czuje się zagubiony. Czy żadne z nas – dorosłych, „normalnych” ludzi- nie ma ochoty czasem nakrzyczeć na szefa, lub uciec gdzie pieprz rośnie?

Są wakacje, czas gdy możemy spojrzeć na naszą pociechę z dystansu. Nie chcę by nagle rodzice zaczęli masowo zapisywać dzieci do szkół publicznych. Ale jeśli mamy świadomość, że nasze dziecko jest zaburzone, podejrzewamy zaburzenia autystyczne, zastanówmy się w jakiej szkole sobie poradzi i co ważniejsze – będzie chciał się w niej uczyć. Trzeba mieć świadomość, że nie każda placówka jest gotowa na przyjęcie ucznia z deficytami. Czasem dyrektor może powiedzieć wprost:” My go nie chcemy”. Ale są szkoły i przedszkola, które z otwartymi rękami przyjmą nasz skarb.

Zachęcam zarówno rodziców, jak i nauczycieli do opisywania swoich doświadczeń w pracy z dziećmi autystycznymi tak, by inni mogli je poznać. Owszem, jest wiele publikacji na ten temat, ale inna wiedza płynie z książek, a inna od mamy.

Joanna Krakowiak

About these ads
Ten wpis został opublikowany w kategorii inne i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Twitter picture

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s